Klucz do garderoby

Szybko myjemy się i ubieramy w nasze granatowe płaszczyki i czerwone bereciki z granatowymi pomponami. Targają mną sprzeczne uczucia, kiedy piszę o tym stroju. Osobiście nie przepadam za nim, ale w grupie wyglądamy bardzo efektownie, to muszę przyznać.

BERLIN ZACHODNI 1986

Na szczęście przed chłodem chronią nas bluzy ortalionowe, choć niektórzy twierdzą, że wyglądamy jak drogówki.

BELGIA 1989


Trzecie piętro w budynku przy Młodzieżowej 6. Dwie garderoby po lewej stronie korytarza zamknięte. Otwiera je tylko jeden klucz – wiolinowy. Garderoba bliższa schodów (dawna parlownia) to królestwo strojów szczygiełkowych. Kostiumy wiszą na specjalnych metalowych prętach piętrowo – część na wysokości metra siedemdziesiąt, pozostałe tuż pod sufitem. To prawdziwie MATERIALNA historia zespołu.

Przed Kaliszem chór występował we własnych ubraniach – tenisówki, białe rajtuzy dla dziewczynek, ciemna spódnica lub spodnie, biała bluzka. Zwiastunem kostiumu chóralnego były zawiązane pod brodą kokardy z naszytym na dole wstążki kluczem wiolinowym. Na szczęście wkrótce w sklepie pojawił się granatowy teksas. Wykupiony błyskawicznie przez panią Danusię zmienił się wkrótce, w rękach miejscowej krawcowej, w trapezowe spódniczki i bolerka zapinane początkowo na haftki, a wkrótce na kołki. Bluzki uszyto z delikatnej etaminy i ozdobiono żabotem obszytym koronką. Pomarańczowe ptaszki naszyte na każdym bolerku po lewej stronie dostały z okazji jubileuszu trzydziestolecia zespołu świecące oko w postaci błyszczącego dżetu. Strojów przybywało. Przewiewne kraciaste bolerka miały być wraz z czerwonym paskiem letnim dodatkiem do czerwonych spódnic. Ostatecznie jednak doszyto do nich czarne aksamitne spódniczki i przekazano małym szczygiełkom, których niespodziewanie się wówczas namnożyło. Stroje chóralne pakowano w płócienne worki z pomarańczowym szczygiełkiem. Z tego samego płótna uszyto również zgniłozielone ogrodniczki dla rokowców z Juniora. Marzeniem państwa Danielewiczów były szare spódniczki z kontrafałdą oraz czerwone flauszowe marynarki. Marzenia bywają grymaśne i nie zawszę lubią się spełniać. Z tym było podobnie. Był rok 1980 i w sklepie tekstylnym był jedynie czerwony… bistor.

Na kaliskiej scenie festiwalowej zespół „Szczygiełki” zaprezentował się w czerwonych bistorowych spódnicach i granatowych marynarkach z elanowełny. Trzy miesiące później do dwudziestu pięciu kompletów z Kalisza dołączyło kolejne pięćdziesiąt pięć doszytych z myślą o kwietniowym wyjeździe zespołu do Belgii. Z kolejnym marzeniem poszło lepiej. Tym razem chodziło o pantofelek (na szczęście nie ten Kopciuszka). Pałeczkę (czyt. różdżkę dobrej wróżki) przejęła belgijska rodzina Snoeksów; za pieniądze zebrane podczas kolekty życzliwi Belgowie pomogli kupić pięćdziesiąt par czarnych bucików chóralnych. Te „belgijskie” buty były z… Chin – nic dziwnego, że czarne, delikatne płótno szybko poprzecierało się na palcach. Rok później dokupiono buty o tym samym fasonie – z paskiem – z trwalszego aksamitu. Na wyjazd do Belgii uszyto również żółte ortalionowe bluzy. Dwudziestego ósmego kwietnia 1980 o godzinie 7.15 „Szczygiełki” zaśpiewały rodzicom na pożegnanie „Krakowskie wesele” i pojechały w dziesięciodniową podróż. Bluzy okazały się bardzo przydatne. O tym, że na belgijskim festiwalu zdobyły pierwszą nagrodę dzieci dowiedziały się w deszczowe popołudnie w niezadaszonej hali widowiskowej. Żółte bluzy chroniły je wówczas przed deszczem. Oprócz ortalionów załatwiono również szare bawełniane bluzy z kapturem i granatowym emblematem „Szczygiełków”. W krótkich spodenkach i spódniczkach z turkusowego sztruksu w kropki dziś sporadycznie występują małe „Szczygiełki” nie wiedząc, że uszyto je na wyjazd do Belgii.

W Jugosławii w roku 1980 debiutowały z kolei czerwone berety z granatowymi pomponami. Do beretów dzieci zakładały granatowe płaszcze z czerwonymi patkami przy kieszeniach i takim samym podszyciem kołnierza. Przez ramię przewieszały skórzane torebki na pasku. W bagażniku autobusu ułożono 35 czerwonych skajowych walizek z nazwą zespołu namalowaną przy użyciu farby olejnej i wałka do malowania. Do autobusu dzieci zabrały ortalionowe torby podręczne.

Najbardziej udanym zakupem podczas pobytu chóru w NRD w 1986 było, zdaniem ówczesnego kronikarza, 60 brązowych walizek. Rzeczywiście WYGLĄDAŁY na bardzo udane. Sprawowały się jednak skandalicznie – nieustannie się otwierały prezentując wszem i wobec skarpety i majtki swoich właścicieli. Nieszczególne okazały się również zielone walizki kupione na wyjazd do USA i Kanady w 1997. Przewozi się w nich za dużo…. powietrza. Są za mało elastyczne i za duże, przez co nieporęczne. – Pani Danusia ratuje honor walizek zapewniając, że sprawdzają się na wyjazdach chóralnych. Do dziś najchętniej używane są kraciaste walizki kupione w 1986 w NRD. Przetarcia leciwego ekwipażu leczy niezmordowanie lubelski kaletnik.

Dodatki do strojów chór skompletował w zasadzie w 1982 w RFN i Belgii. Oprócz butów kupiono również białe podkolanówki. W latach osiemdziesiątych dokupiono rzadko używane czerwone podkolanówki w NRD. Stamtąd pochodziło także mnóstwo białych bluzek, z których dzieci pieczołowicie odpruwały naszywkę z NRD-owską flagą i napisem Pionier. Na chwilę bluzki koszulowe zamieniono na tajlandzki batyst, ale powrócono do koszulowego fasonu i w tej chwili zakład krawiecki w Pawłowicach szyje dla zespołu koszule z białej etaminy. Ostatniego dużego zakupu podkolanówek dokonano w latach dziewięćdziesiątych. Chór za bezcen kupił mnóstwo podkolanówek z przemytu. Celnicy wystawili je na sprzedaż wraz z innymi towarami skonfiskowanymi przemytnikom. Szmugiel się opłacił – wprawdzie nie przemytnikom, ale chórowi a i owszem. W 2004 premierę miały granatowe marynarki szyte dla chóru męskiego, skrojone na wzór dwurzędowej marynarki pana Witka. Dokupiono również złote guziki z marynistycznym emblematem kotwicy.

Fragment kroniki z Berlina Zachodniego,rok 1988:

O Poraj! Zatrzymamy się, bo tu znajduje się fabryka ortalionu. Kupimy tu materiał na nowe bluzy, bo te stare, które nam służą, niedługo odmówią posłuszeństwa.– Zobaczcie jaki jest: żółty, czarny, czerwony. Jednogłośnie wybrany został czarny i żółty. Ustaliliśmy, że krój będzie podobny do fasonu starych bluz z małymi zmianami. Tymi zmianami okazały się pomarańczowe i zielone lamówki.

Kolejne pokolenia rosły i „mężniały”, a ubrania kurczyły się w praniu. Wkrótce szare bluzy dresowe trafiły do lamusa i w 1988 dokupiono dwieście bluz w dwóch kolorach – żółtym i turkusowym. Zespołowy emblemat na bluzach dniami i nocami (czarna farbą do tkanin, kupioną w Niemczech) malowali zaangażowani rodzice.

Od kilku lat błękit i kanarkową żółć zastąpiła makowa czerwień i granat.

Ubrani jesteśmy w nasze „kochane” spódniczki papieskie (wszystkim prześwitują majtki).

MEKSYK 2004


Ze wszystkich ubrań chóralnych najrzadziej używane są stroje papieskie uszyte na przyjazd Jana Pawła II do Polski w 1987. Do białych plisowanych spódnic doszyto z kolorowych resztek wagowych z Milanówka bluzeczki z podwójnym kołnierzykiem i z rękawem 3. „Przepustki” na plac każdy chował do pikowanej torebeczki ecru, obszytej taśmą w kolorze bluzki. Stylowe stroje zespołu „Scholares Minores pro Musica Antiqua” wzbudziły wielkie zainteresowanie publiczności i aprobatę jury. Oprócz muzyki to właśnie w strojach dziennikarz „Kuriera Lubelskiego” upatrywał głównej przyczyny zdobycia najwyższej nagrody kaliskiego festiwalu w postaci Harfy Eola. Dwa miesiące później „Słowo Powszechne” donosiło, że każdy z uczestników grupy ma specjalnie uszyty strój z aksamitu, rozrysowany przez panią Danielewicz na podstawie przestudiowanej przez nią specjalnie w tym celu „Historii ubiorów”. Coś w tym było, acz nie do końca. Rzeczywiście pani Danusia studiowała „Historię ubiorów”, ale, jak przyznaje, stroje były raczej „impresją na temat” niż repliką historyczną. Uszycie strojów wiernych średniowiecznym czy renesansowym rycinom było niemożliwe chociażby z powodu braku odpowiednich materiałów. Pierwsze stroje szyte były z czerwonej flaneli i posiadały jaskrawo pomarańczowe rękawy z jedwabiu bieliźnianego. Aksamit, jak na towar luksusowy przystało, racjonowano niezwykle oszczędnie. Jako towar eksportowy był praktycznie nieosiągalny, chyba, że komenda chorągwi ZHP pomogła w wyszukiwaniu potrzebnych aksamitów3. Pod sformułowaniem „pomoc chorągwi” krył się czasownik załatwiać. Aksamit, o którym pisano w „Kurierze” był w rzeczywistości pięciokilogramową paczką resztek wagowych. Wykrojenie stroju historycznego jest wyjątkowo trudne dla współczesnych krawcowych – kolejna przyczyna niewierności wobec dawnych kostiumów. Prawdziwą zmorą i piętą achillesową było obuwie. Najgorzej było z ciżmami. Żaden szewc nie chciał tego zrobić dopóki pani Danuta nie uszyła jednej na próbę. W rzeczywistości pierwszą parę ciżemek małżeństwo Danielewiczów uszyło wspólnie – pan Witek wykroił kształt buta z irchy, pani Danusia zajęła się jego szyciem. Kolejne ciżemki szył już lubelski szewc – dobry znajomy, znajomego znajomych państwa Danielewiczów. Do roku 1985 kostiumy projektowała pani Danusia, albo mama pani Danielewicz, która potrafiła wypatrzeć mnóstwo ciekawych szczegółów na filmach historycznych.

Stroje plebejskie, w których „Scholares” wystąpił po raz pierwszy w 1988 zaprojektowała Katarzyna Święcka, projektantka kostiumów wrocławskiego teatru „Kalambur”. Stroje dworskie, zaprojektowane przez nią trzy lata wcześniej tak oczarowały panią Danielewicz, że pomysł nowych natychmiast skojarzyła z panią Kasią. Kostiumy uszyto z szarego samodziału, który pani Święcka zawoziła do farbiarni Opery Wrocławskiej i malowała na fantastyczne kolory. Również uszyte cztery lata później stroje barokowe były projektu Katarzyny Święckiej. Patrząc na nie nikt nie domyśliłby się, że ograniczeniem fantazji projektantki były materiały gromadzone w zespole przez lata. Dysponująca ograniczoną paletą barw i materiałów Święcka stworzyła bardzo efektowne i niezwykle okazałe kostiumy kipiące koronkami, świecące cekinami, suto lamowane brokatowymi taśmami. Do dziewiętnastu sztuk z 1989 doszyto dziesięć lat później kolejnych siedemnaście. Od roku 1997 stroje najdawniejsze oddawane są do „renowacji”. Wymieniane są najbardziej zniszczone części kostiumów. Krawcowe szyją również repliki strojów, nie nadających się już do „restauracji”, dlatego zapewnienia o tym, jakoby nie było dwóch identycznych kostiumów tak w kolorystyce jak w fasonie5, aktualne dwadzieścia sześć lat temu można między bajki włożyć.

Stroje bywają szczęśliwe i pechowe. Pani Danusia nie chce zdradzić tych ostatnich, ale zapewnia, że np. zielona aksamitna sukienka, w której Ewa Pukos przewróciła się na skrzypce podczas swojego pierwszego koncertu jest szczęśliwa. W końcu ani Ewie, ani skrzypcom nie stało się nic złego. Są jednak takie stroje, których kolejnym „użytkownikom” życie nie ułożyło się gładko. Nie, pani Danusia nie zdradzi które. Na pewno „szczęśliwe” są te najstarsze, szyte do pierwszych Kielc. Pranie strojów; arcyciekawe zajęcie. Przez około 25 lat nie było pralni, która przyjęłaby aksamity do czyszczenia. Dlatego przez te wszystkie lata stroje trzepało się na świeżo spadłym śniegu. Jedynie białe koszule i płócienne dodatki prało się w pralce. W końcu odważyliśmy się uprać kilka sukni w wodzie z płynem do naczyń – mówi pani Danusia. Udawało się, ale pod warunkiem, że kostium wkładało się delikatnie do wody bez namaczania. Niestety, wszystkie te stroje skurczyły się po praniu. Od kilku lat kostiumy oddawane są do czyszczenia w pralni chemicznej.

Fragment pochodzi z książki „Pięciolinia życia” Małgorzaty Mokrzysz