Scholares poszukuje domu

Danuta i Witold Danielewiczowie, twórcy światowej sławy zespołu muzyki dawnej Scholares Minores pro Musica Antiqua z Poniatowej, w rozmowie z Joanną Biegalską ujawniają kulisy wyrzucenia ich z Domu Muzyki w Kraczewicach i zapewniają o determinacji, z jaką szukają spokojnego miejsca do twórczej pracy.

 

Scholares Minores jest ambasadorem Polski, a zarazem Lubelszczyzny na świecie. Jak to możliwe, że ludzie, którzy stworzyli ten sławny zespół i poświęcili mu 35 lat życia, nagle zostali oskarżeni o malwersacje?
Witold Danielewicz: Staliśmy się ofiarami misternie uknutej intrygi. W 2009 roku w Domu Muzyki w Kraczewicach, którego byłem dyrektorem, Urząd Marszałkowski rozpoczął trzymiesięczną kontrolę. Dokładnie 23 lipca zaplanowaliśmy z żoną urlop, postanowiliśmy wyjechać na dwa tygodnie do Anglii. Poinformowałem o tym marszałka, nie przeczuwając problemów. Dzień przed wylotem z Polski dowiedziałem się od dziennikarzy, że zostałem w trybie dyscyplinarnym zwolniony z pracy i straciłem stanowisko.

A zespół musiał opuścić swoją wieloletnią siedzibę w Kraczewicach.
Tak. Pod moim adresem posypały się oszczerstwa, które rozgłaszał wicemarszałek województwa lubelskiego Arkadiusz Bratkowski. Człowiek ten osądził mnie i moją żonę na podstawie niestarannie przeprowadzonej kontroli w Domu Muzyki. Skierował sprawę do prokuratury. Jak bardzo skrzywdzono nas, pomawiając o nadużycia finansowe, wyjaśniła Prokuratura Okręgowa w Lublinie, która po zbadaniu sprawy umorzyła śledztwo 30 czerwca 2010 r. Decyzja ta jest prawomocna. Oczyszczono nas z jakichkolwiek podejrzeń. Mamy żal do Zarządu Województwa Lubelskiego oraz do marszałka Arkadiusza Bratkowskiego, że bez uzasadnienia zaatakował nas i przekreślił dorobek życia, utrudniając dalszy rozwój zespołom, które prowadzimy. Za pomówienia do tej pory nie doczekaliśmy się nawet słowa przepraszam.

Ta sprawa była dla Państwa upokarzająca, jednak nie sparaliżowała pracy zespołu.
Danuta Danielewicz: Postawa rodziców spowodowała, że nie zaniechaliśmy pracy z dziećmi. Kiedy byliśmy jeszcze na urlopie, dzieci i ich rodzice przesyłali mejle z Polski z wyrazami wsparcia. Po naszym powrocie do kraju zorganizowano w Poniatowej manifestację poparcia, w której wzięli udział wszyscy życzliwi nam ludzie. Walczyli o to, abyśmy dalej pracowali z poniatowskimi zespołami. Zabiegali o nasz powrót do Domu Muzyki w lubelskim sejmiku. I chociaż pałac stał się własnością Poniatowej, nadal czujemy się tam intruzami. Z chwilą, kiedy nas wyrzucono z Kraczewic, staliśmy się bezdomnym Scholares. Teraz ćwiczymy w Ognisku Pracy Pozaszkolnej w Poniatowej, prowadzonym przez Starostwo Opolskie.

Przyczyniliście się do wyremontowania zrujnowanego pałacu w Kraczewicach i stworzyliście tam znane centrum kultury muzycznej. Dlaczego jesteście tam teraz intruzami?
Witold Danielewicz: Istotnie, pałac zaczęliśmy remontować w 1982 roku, co wymagało wielkich nakładów finansowych, bo to była, jak pani nazwała, ruina. Z naszej inicjatywy budynek przeszedł kapitalny remont i wrócił do dawnej świetności. Kiedy zrobiliśmy co trzeba, przestaliśmy być potrzebni, a pałac stał się łakomym kąskiem.

Scholares Minores nadal jest numerem jeden wśród zespołów młodzieżowych muzyki dawnej w Polsce i za granicą.
Witold Danielewicz: Zespół liczy około 60 osób. Przynależność do Scholares Minores to długotrwały proces edukacji muzycznej. Na sukcesy ciężko pracujemy. Przez lata wymagamy od dzieci dyscypliny wewnętrznej, umiejętności organizacji swojego czasu tak, aby móc łączyć naukę w szkole z udziałem w występach. Rocznie dajemy ok. 100 koncertów. Członkowie zespołu, którzy przychodzą ze szkół powszechnych, mają okazję poczuć się u nas jak prawdziwi artyści. Uczymy ich muzyki, która jest ważną sferę kultury muzycznej w Europie. Jest ponadczasowa i uniwersalna. Nie mieliśmy moralnego prawa, żeby nagle z tej działalności rezygnować tylko dlatego, że ktoś tak sobie zaplanował.

W ubiegłym roku, mimo zamieszania wokół Domu Muzyki w Kraczewicach, zespół nie próżnował.
Danuta Danielewicz: Wyjechaliśmy do Serbii na festiwal, gdzie odnieśliśmy wielki sukces. Koncertowaliśmy też w Filharmonii Narodowej. W tym roku byliśmy na festiwalu w Pradze, potem odbyliśmy trzytygodniowe tournée po Ekwadorze, gdzie przebywaliśmy na zaproszenie ministerstwa kultury tego kraju. Ostatnio wróciliśmy z Francji, gdzie występowaliśmy na prestiżowym Festiwalu Muzycznym Polyfollia w Normandii. Na imprezę zostało zaproszonych 12 profesjonalnych chórów i zespołów wokalnych z pięciu kontynentów oraz dwa zespoły amatorskie, wśród których znaleźliśmy się właśnie my i zespół z Indonezji. Za granicą nikomu oczywiście nie mówimy, że jesteśmy po macoszemu traktowani na rodzinnej ziemi, choć jest nam z tego powodu przykro.

Należy też przypomnieć, że Scholares w 2008 roku był w Macedonii, gdzie w artystycznej rywalizacji pokonał 60 chórów i zespołów z całej Europy.
Danuta Danielewicz: W ciągu 35 lat zespół dał około 2600 koncertów na całym świecie, wielokrotnie w Australii, Japonii, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie oraz w Meksyku. Taką karierą artystyczną nie może się pochwalić żaden zespół dziecięcy w Polsce.

Już w najbliższą niedzielę, 12 grudnia, zespół Scholares Minores pro Musica Antiqua wystąpi w Filharmonii Narodowej w świątecznym repertuarze.
To już tradycja. Od ponad 20 lat regularnie koncertujemy w tej sali. Jak bardzo lubiani jesteśmy w Warszawie, świadczy fakt, że już trzy miesiące temu wyprzedano wszystkie bilety na dwa koncerty. To, że muzyka dawna w wykonaniu dzieci z Poniatowej przebiła się do wymagającej publiczności polskiej, europejskiej i światowej jest dla nas wielkim wyróżnieniem.

Artykuł ukazał się w „Kurierze Lubelskim” 10 grudnia 2010 roku