Danuta Danielewicz

Muzykolog, studia w zakresie muzykologii ukończyła w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w 1975 roku. W tym samym roku podjęła pracę nauczyciela muzyki w Państwowej Szkole Muzycznej I i II stopnia w Lublinie pracując tam do 1981 roku. Wraz z mężem Witoldem (również muzykologiem) założyła grupę zespołów muzycznych (o różnym charakterze) w Poniatowej (woj. Lublin) poświęcając się pracy dydaktycznej z dziećmi i młodzieżą.

Największym osiągnięciem Danuty Danielewicz stał się dziecięcy zespół muzyki dawnej „Scholares Minores pro Musica Antiqua” oraz dziecięcy chór „Szczygiełki” uzyskując z nimi wiele najwyższych nagród na festiwalach i konkursach w kraju i zagranicą. Do chwili obecnej (2011 r.) zespoły prowadzone przez pp. Danielewiczów wykonały ponad 2600 koncertów (w tym podczas 110 tournee zagranicznych m.in. w USA, Kanadzie, Japonii, Australii, Meksyku, Ekwadorze oraz większości państw europejskich).

Odznaczona: wieloma odznaczeniami resortowymi, min. medalem Zasłużony dla Kultury Polskiej, a także odznaczeniami państwowymi – Srebrnym i Złotym Krzyżem Zasługi oraz Kawalerskim i Oficerskim Krzyżem Orderu Odrodzenia Polski (2011).

 

Fragmenty książki Pięciolinia życia – Małgorzata Mokrzysz
 

Przygodę z muzyką zaczęła u Stefana Braksala w Ognisku Muzycznym, wyproszonym u partyjnego triumwiratu. Ukończyła Państwowe Liceum Muzyczne w Lublinie. Absolwentka muzykologii KUL oraz studiów podyplomowych w Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

Prowadzi:

  • „all that jazz” – „Młodzieżową” zwany,
  • zespół „Scholares”,
  • grupa „Mały Scholares”,
  • Średnie i „Małe Szczygiełki”,[ „Kolibry”].

Nagrody: nie sposób przytoczyć. Gdyby nawet spróbować wybrać te najistotniejsze – powstanie książka. Najkrócej – trzyciestopięcioletnie „żniwo” pucharowe zespołu.
Inne zajęcia: pracując na Młodzieżowej 26h na dobę na inne zajęcia zwyczajnie nie ma czasu
Lubi: dzieci, muzykę, nic nie robić, spać, pisać na komputerze, coś organizować, lubi JAK COŚ SIĘ DZIEJE, wędrówki górskie (na „bezpiecznej” wysokości), święta patriotyczne, wspomnienia, pomagać ludziom, prasować
Nie lubi: nielojalności, niewdzięczności, szybkiej jazdy autokarem w górach, nie cierpi serpentyn
Na zajęciach lubi: koncentrację, ciszę
Na zajęciach nie lubi: rozmów, tracenia czasu
Po zajęciach: idzie spać, albo prasuje
Słucha: muzyki klasycznej. Nie lubi rozrywkowej (poza Beatlesami, Kombi, Rynkowskim)
Ulubiony kompozytor: brak. Lubi w zasadzie wszystko – od romantyzmu: Beethovena, Vivaldiego, Saint-Saensa. Ubóstwia koncerty skrzypcowe. Utwory na waltornię polubiła dzięki zdolnemu waltorniście. W pewnym okresie całkowicie pochłonęła ją muzyka organowa (truła głowę mamie, że chce mieć oryginalne organy piszczałkowe W DOMU!)
Muzyczne antypatie: łomot w stylu techn., wszelka GŁOŚNA MUZYKA (poza poważną)
Książka: lubi czytać, w młodości namiętnie czytywała kryminały. Potem przyszedł czas na science-fiction – Lema, Daenikena. Nie stroni od Daniel Steel. Lubi „Imię róży” Umberto Eco. Chętnie czyta książki polecone przez znajomych (więc jeśli przeczytałeś ostatnio coś ciekawego, zadzwoń)
Marzy o: wyjeździe do Chin i podróżach prywatnych w miejsca odwiedzane z zespołem.
Gdyby nie była muzykiem, to: mogłaby być: lekarzem, krawcową, redaktorem, informatykiem – programistą
Nie chciałaby być: prawnikiem, księgową, sprzątaczką (nie lubi sprzątać)
W wolnym czasie: odwiedza znajomych, czyta, lubi zapraszać gości do Lublina
Najważniejsze w życiu jest: nie zmarnować go.

Danuta Danielewicz, who founded the choir „Szczygielki” and was its conductor from 1975-1984, now works with children from the training choirs (Infant Szczygielki and Intermediate Szczygielki). Since 1975 Mrs Danuta Danielewicz is General Director of After School Activity Centre in Poniatowa. She also directs (together with her husband Witold) an early music group called „Scholares Minores pro Musica Antiqua”.


 

 

TRZEBA LUBIĆ SWOJĄ PRACĘ

wywiad z Danutą Danielewicz

 

 

Kim chciała Pani zostać, jak była Pani w naszym wieku?
Kim chciałam zostać?… Krawcową! Ciągle szyłam dla moich małych laleczek i misia piękne ubranka.

Jak wspomina Pani naukę muzyki w dzieciństwie?
Okropnie. Byłam krnąbrnym dzieckiem. W ogóle nie chciałam ćwiczyć. Mama mnie łapała, sadzała przy pianinie i stała przy mnie z pasem, a jak nie chciałam grać to mama mnie tym paskiem troszeczkę „dotknęła”.
– Danka, połóż ręce na pianinie! – mówiła mama.
– Nie potrafię, nie umiem! – wrzeszczałam.
No to mama mnie pyk i od razu wszystko zrozumiałam i umiałam. Także tak wyglądały moje pierwsze lekcje. Dopiero wyjazd do Lublina i nauka w Liceum Muzycznym zmienił mnie całkowicie. Poznałam inne środowisko młodzieży, fascynujących nauczycieli i powoli muzyka stawała się całym moim życiem.

Jakie były początki pracy z dziećmi w Poniatowej?
Pamiętam, że przed pójściem na pierwszą lekcję z dziećmi rozbolał mnie bardzo brzuch z nerwów. Szkoła była w tym budynku, w którym obecnie jest nasza siedziba. Wszystko minęło, weszłam do klasy, w której , notabene, uczyła się pani Grażynka. Pierwszą lekcję miałam na parterze, teraz jest tu sala baletowa. Weszłam do klasy, zobaczyłam uśmiechnięte dzieci i od razu cały strach mi raptem przeszedł! Od tamtej pory już się nie bałam dzieci.

Jakie cechy trzeba mieć, żeby stworzyć taką małą szkołę muzyczną?
Na początku trzeba się dobrze bawi i lubić to, co się robi, a potem już pewne rzeczy dzieją się z rozpędu. Nigdy nie myślałam, żeby tutaj powstała szkoła muzyczna. Co roku proponowaliśmy dzieciom coś nowego, żeby miały lepiej, ciekawiej, inaczej. W końcu wyszło nam, że jest to prawie szkoła muzyczna!

Czy istnieje recepta na sukces dla zespołu i dla pojedynczego człowieka?
Czy ja wiem…. Ciężka sprawa. Trzeba lubić swoją pracę, trzeba mieć dużo zapału, entuzjazm. Poza tym trzeba być cierpliwym, pracowitym i trzeba mieć Błogosławieństwo Boże…

Co najbardziej lubi Pani w swojej pracy? Czy „dyrektorowanie” czy zajęcia z dziećmi?
Zdecydowanie wolę zajęcia z dziećmi! Popatrz na tę górę papierów, która się piętrzy. To jest właśnie moja praca dyrektorska, której nienawidzę i chętnie bym to wszystko spaliła.
Jakie ma Pani hobby oprócz muzyki? Jak Pani zazwyczaj odpoczywa?
Lubię czytać książki lub rozmawiać ze znajomymi przy dobrym winku… lub herbacie imbirowej.

O czym pani marzy?
Chciałabym pojechać gdzieś bardzo daleko, gdzie jeszcze nie byłam, na przykład do Chin. Chciałabym odwiedzić sama wszystkie te miejsca, gdzie byłam z zespołem i nie mogłam się napawać pięknem zwiedzanych obiektów, ponieważ musiałam Was pilnować.

Dziękuję za rozmowę.

Paulina Wnuk (Szczygiełek News , nr 17 październik 2007 )