Bożena Czerkies

Absolwentka  Liceum Muzycznego w Bielsku-Białej w klasie wiolonczeli. Studiowała w Wyższej Szkole Muzycznej w Katowicach.  Jest absolwentką Akademii Muzycznej im .F.Chopina w Warszawie w klasie wiolonczeli prof. Andrzeja Orkisza. Z poniatowskimi zespołami związana od 2006 roku prowadząc zajęcia gry na wiolonczeli. Równocześnie pracuje w Lubelskiej Filharmonii Muzycznej i Szkole Muzycznej im. T. Szeligowskiego w Lublinie.

 

NA WIOLONCZELI MOŻNA WYDOBYĆ WSZYSTKIE UCZUCIA

wywiad z Bożeną Czerkies

 

Kiedy Pani zdecydowała się na naukę gry na wiolonczeli i kto miał wpływ na tę decyzję i jak przebiegała Pani edukacja muzyczna?
Edukację muzyczną zaczęłam od gry na fortepianie. Po trzech latach moja nauczycielka fortepianu zaproponowała, żebym spróbowała gry na wiolonczeli, ponieważ akurat w szkole otwierała się klasa wiolonczeli. Przyjeżdżał pan profesor Międler z Katowic – ten, który napisał podręcznik „Szkoła na wiolonczelę”, którą do dzisiaj propaguję jako początki nauczania. Po dwóch latach zdałam do Liceum Muzycznego i po siedmiu latach edukacji na wiolonczeli zdecydowałam się zdawać do Wyższej Szkoły Muzycznej do Katowic.Miałam ogromną konkurencję, bo z góry było wiadomo, że są tylko dwa miejsca, a wszyscy uczniowie, którzy tam zdawali grali co najmniej 10-12 lat. Ja grałam raptem siedem lat. Nie wiem, jak to się stało, ale udało mi się dostać do szkoły wyższej z pierwszą lokatą – oczywiście byłam bardzo szczęśliwa! Po trzech latach studiów w Katowicach przeniosłam się do Wyższej Szkoły Muzycznej do Warszawy i tam w klasie profesora Orkisza skończyłam studia.

Od początku Pani wiedziała, że jest to instrument dla Pani?
Zainteresowałam się grą na wiolonczeli, ale nie od razu wiedziałam, czy jest to instrument dla mnie. Chodziłam regularnie na koncerty filharmonii, która przyjeżdżała do Bielska-Białej (tam chodziłam do Liceum Muzycznego), chodziłam także na solowe koncerty wiolonczelistów – wtedy wiolonczela nie była tak popularnym instrumentem, jak teraz. Słuchałam także płyt z nagraniami wspaniałych wykonawców. Moim idolem aż do dzisiaj jest Mścisław Rostropowicz, chociaż jest także grono innych wspaniałych wiolonczelistów, których chętnie słucham.

Jest Pani także nauczycielem w Szkole Muzycznej. Czy praca nauczyciela daje Pani satysfakcję?
Tak, uczę w Szkole Muzycznej im. T. Szeligowskiego i w Ognisku w Poniatowej. Swego czasu uczyłam w dwóch lubelskich szkołach muzycznych. Satysfakcja? Oczywiście, że jest ogromna satysfakcja, jeżeli widzi się efekty swojej ciężkiej pracy, słuchając uczniów na koncertach, na konkursach – to jest dla mnie największa radość.

Jak Pani lubi spędzać czas wolny i jakie ma Pani hobby?
Moim największym hobby są psy. Obecnie Moris pies rasy sznaucer. W wolnym czasie lubię chodzić na spacery, wyjeżdżać w czasie urlopu i poznawać inne kraje. Kocham pływać – to jest jedyny sport, jakiego zażywam.

Jakie cechy musi posiadać dobry wiolonczelista? Czy istnieje system ćwiczeń, sposób, który poleca Pani swoim uczniom?
O, to bardzo trudne pytanie. Każdy muzyk musi posiadać wiele różnych cech. Wiolonczelista musi przede wszystkim mieć bardzo dobre ręce, musi być muzykalny, musi mieć łatwość techniczną, musi być szalenie wrażliwy na dźwięk, ponieważ dźwięk wiolonczeli jest wyjątkowy; przede wszystkim musi kochać to, co robi i musi kochać instrument!

Co jest niesamowitego w wiolonczeli?
Wiolonczela jest wyjątkowym instrumentem pod każdym względem, dlatego że na wiolonczeli można wydobyć wszystkie uczucia i barwy: radość, miłość, nienawiść, niepokój – wszystko!

Dziękuję za rozmowę.

Konrad Witczak (Szczygiełek News nr 20 kwiecień 2008)