Marta Pędzisz

Ukończyła szkołę muzyczną II stopni w Stalowej Woli w klasie skrzypiec. Absolwentka Instytutu Wychowania Muzycznego UMCS.

Prowadzi:

  • nauka gry na skrzypcach,
  • zespoły smyczkowe

Nagrody:

  • I miejsce, Nagroda Specjalna Burmistrza Miasta Poniatowa – „Poniatowa Concertans”, Poniatowa (2000)
  • I miejsce, Puchar Lubelskiego Kuratora Oświaty – „Poniatowa Concertans”, Poniatowa
    (2000)
  • I miejsce oraz Grand Prix – „Poniatowa Concertans”, Poniatowa (2001)
  • Grand Prix – „Poniatowa Concertans”, Poniatowa 2004

 

Fragmenty książki Pięciolinia życia – Małgorzata Mokrzysz
 

Inne zajęcia: praca w teatrze muzycznym
Lubi: czynnie wypoczywać – jazda na rowerze, wycieczki z rodziną, zabawy w aquaparku, czytać książki (tak od deski do deski)
Nie lubi: zwierzeń
Na zajęciach lubi: pracować ze zdolnymi uczniami, słyszeć od uczniów, że lubią lekcje skrzypiec, wspólnie cieszyć się z pokonywanych przez uczniów trudności, uśmiech na ich twarzy i pełną pasji grę na instrumencie
Na zajęciach nie lubi: braku wiary ucznia we własne możliwości, nieprzygotowania do zajęć
Słucha: najbardziej lubi słuchać odgłosów przyrody (las, woda)
Ulubiony kompozytor: nie potrafi wybrać
Książka: każda, która potrafi ją zainteresować. Chętnie sięga po: Łysiaka, Segala, Terakowską, Nurowską
Wolny czas: poświęca rodzinie
Najważniejsze w życiu jest: rodzina


 

CHCIAŁAM ZOSTAĆ ARCHEOLOGIEM

WYWIAD Z PANIĄ MARTĄ PĘDZISZ

 

Jak zaczęła się Pani przygoda z muzyką?
Miałam szczęście trafić w przedszkolu do grupy p. Zofii Kopciowskiej – wspaniałego pedagoga, propagatora rytmiki i śpiewu (jej wychowankowie biegali po przedszkolu z instrumentami Orffa). I to właśnie za jej namową rodzice zapisali mnie do szkoły muzycznej! Oczywiście musiałam zdać pierwszy w życiu egzamin.

Od razu wybrała Pani skrzypce?
O tym zadecydowali nauczyciele ze szkoły muzycznej. Szczerze mówiąc dokładnie nie pamiętam, ale skrzypce nie były dla mnie czymś obcym – grała na nich siostra taty.

Jak to się stało, że zaczęła Pani pracować w OPP?
Zadecydował o tym przypadek. Zadzwoniła do mnie koleżanka ze studiów z informacją iż w OPP, w Poniatowej jest wakat. Wbiegłam więc w uroczy autobus PKS. Przyjechałam do Poniatowej. Zostałam przyjęta do pracy. Niewiele wówczas wiedziałam o działalności zespołów z OPP. Z pewnym lękiem przystąpiłam do pracy (zespół z tradycjami, wspaniali pedagodzy). To duże wyzwanie dla młodego nauczyciela. Z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że miałam szczęście trafiając do OPP i cieszę się, że to tu zdobywałam swoje doświadczenie pedagogiczne.

Kim byłaby Pani, gdyby nie została Pani muzykiem?
Chciałam zostać archeologiem. Będąc w liceum należałam do kółka archeologicznego. W czasie wakacji wyjeżdżaliśmy na wykopaliska – „grzebaliśmy” w ziemi i centymetr po centymetrze odkrywaliśmy kolejne warstwy cmentarzyska z VI w. n. e.

Jakie książki lubi Pani czytać?
Lubię książki biograficzne, felietony oraz dokumenty historyczne i klasykę powieści XIX w. Nie czytam kryminałów i romansideł.

Było pytanie o książki, a co z muzyką? Klasyczna? A może wbrew pozorom techno, albo hip-hop?
Zdecydowanie muzyka klasyczna. (Hip-hop, czy techno działają mi na nerwy.)

Mogłaby Pani opowiedzieć coś o swojej pracy w teatrze? Czy artyści mają jakieś przesądy?
W teatrze muzycznym pracuję od 15 lat. Gramy dość szeroki repertuar (bajki muzyczne, operetki, musicale, opery). Z ciekawszych przedsięwzięć ostatnich lat wymienię „Amadeusza” w reżyserii Jana Machulskiego oraz plenerowe wykonanie „Strasznego Dworu” na zamku w Janowcu. Wracając do pytania – o przesądach aktorów niewiele mogę powiedzieć. Orkiestra, w której gram zajmuje miejsce pod sceną i w zasadzie widzimy tylko dyrygenta. Czasami nasza praca… bywa „niebezpieczna”. Zdarza się niekiedy, że któryś z rekwizytów zbłądziwszy spada ze sceny prosto na nasze głowy. Co do przesądów muzyków – zawsze przydeptujemy nuty, gdy spadną nam przez przypadek z pulpitu.

Dziękuję za wywiad

Agnieszka Szwajgier (Szczygiełek News nr 15 listopad 2007)