Janusz Litko

Najlepszą szkołą życia był zespół Pieśni i Tańca pani Wandy Kaniorowej, w którym nieprzerwanie tańczył trzydzieści lat, od szóstego roku życia. Absolwent Studiów Choreograficznych przy Centralnym Ośrodku Metodyki Upowszechniania Kultury. Współpraca z zespołem „Scholares Minores pro Musica Antiqua” w latach 1979- 2011.

Prowadzi: Od 1978 prowadzi zajęcia klasyki baletowej dla „Scholares”, szkoli zespołowe „anioły” w estradowym fruwaniu podczas koncertów kolędowych. Jest autorem tańców historycznych dla Scholares oraz pomysłodawcą choreografii do utworów ludowych śpiewanym przez chór.

Nagrody:

  • nagroda indywidualna – wyróżnienie Zasłużony Działacz Kultury przyznane w 1968 (miał 22 lata)
  • największym sentymentem darzy „Złotą Jodłę” zdobytą w 1978 roku z Zespołem Pieśni i Tańca Ziemi Lubelskiej

Inne zajęcia:
Pracuje w charakterze instruktora dla:

  • Zespołu Pieśni Tańca „Dąbrowica”
  • Zespołu Tańca Ludowego „Klementowice”
  • szkoły podstawowej w Zezulinie
  • berlińskiej szkoły niemiecko-polskiej
  • zespołu środowiska polonijnego „Wilia” z Litwy

Lubi: Taniec. „Nie pracuje tylko tańczy”, zgodnie z konfucjańską maksymą „Rób to, co lubisz, wtedy nie będziesz pracował”
Nie lubi: ordynarności, bezczelności, plotkarstwa
Na zajęciach lubi: ciszę, spokój, dyscyplinę
Na zajęciach nie lubi: żucia gumy i obwiązywania się różnymi częściami garderoby przez tańczących
Po zajęciach: pływa, jeździ rowerem, albo na łyżwach, ostatnio polubił montować muzykę
Słucha: muzyki. Różnej – od poważnej do rozrywkowej.
Ulubiony kompozytor: Moniuszko
Muzyczne antypatie: Brak wyraźnych. Nie leży mu Hip-hop
Książka: Ulubione to powieści Sienkiewicza. Lubi Mickiewicza – zbiera różne egzemplarze utworów romantyka.
Marzy: o spokojnej, jak najdłuższej pracy
Gdyby nie był tancerzem: i posłuchał ojca byłby inżynierem – przerwał studia w Wyższej Szkole Inżynierskiej
W wolnym czasie: woli domowe zacisze. Trochę odpoczywa; czasem ma dosyć ruchu, gwaru, muzyki
Najważniejsze w życiu jest: zdrowie


 

NIE NARZEKAM NA BRAK RUCHU

WYWIAD Z PANEM JANUSZEM LITKO

 

Od jak dawna Pan tańczy i w jakim zespole zaczynał Pan swoją karierę?
Tańczę od roku 1952 a moja „kariera” rozpoczęła się tańcami w dziecięcym zespole prowadzonym przez panią profesor Wandę Kaniorową w Lublinie.

Jakie ma Pan pasje, oprócz oczywiście tańca?
Pasjami słucham muzyki, różnej muzyki: poważnej, rozrywkowej. Interesuje mnie również fotografia i filmowanie. Rejestracja wydarzeń, które dzieją się w rodzinie, w życiu artystycznym i zawodowym. Mam sporo w ten sposób samodzielnie zmontowanych filmów na płytkach DVD.

Jak Pan spędza wolny czas?
Ponieważ ja mam dosyć dużo ruchu związanego z moim zawodem, to wolny czas spędzam jakby odwrotnie: wolę troszeczkę posiedzieć, poczytać, pooglądać coś. Nie narzekam zawodowo na brak ruchu, ale oprócz relaksu biernego, np. jak czytanie, oglądanie to chętnie też chodzę na pływalnię, gram w piłkę nożną i siatkową, zimą jeżdżę na łyżwach, na sankach a latem na rowerze. Jeżeli jest okazja, gram w tenisa stołowego.

Od kiedy Pan pracuje z dziećmi z Poniatowej?
Czasami zastanawiamy się z panią Danusią – i mamy z tym duży problem – od kiedy dokładnie zaczęła się nasza współpraca? Wydaje mi się, że po raz pierwszy przyjechałem do Poniatowej w roku 1978.

Czy trudno nauczyć dzieci kroków dawnych tańców i elementów baletu?
Jeżeli dzieci mają przygotowanie właśnie baletowe, klasyczne, to szybko się uczą. W ogóle z utalentowanymi dziećmi, a takich tutaj nie brakuje, łatwiej się pracuje. Dawne tańce historyczne wymagają szczególnego sposobu wykonania, specyficznego sposobu noszenia się, pewnych sylwetek… Nauczenie się tego wszystkiego i zapamiętanie wymaga trochę pracy.

Który taniec lubi Pan najbardziej?
Moim ulubionym tańcem, który również w historii zespołu zaznaczył się bardzo mocno, jest Hungareska.

Który taniec w repertuarze scholaresowym jest Pana autorstwa?
Przyznam szczerze, że jest tego sporo, np. wspomniana Hungareska, Tańce Gdańskie, Rex i dużo innych tańców. W tej chwili to już nie jestem w stanie ich wymienić. Pani Danusia na pewno pamięta!

Jaki wyjazd z zespołem był dla Pana najciekawszy i dlaczego?
Z zespołem Scholarem Minores wyjechałem jeden raz, do Francji w 1986, oczywiście mówię o wyjeździe za granicę. Natomiast w Polsce bywałem z zespołem na zgrupowaniach zimowych i letnich – w Kraczewicach, w Paczkowie, w Muszynie. Wszędzie było ciekawie i miło!

Dziękuję za rozmowę.

Paulina Wnuk