Historia – z książki

Dziś przed Wami chór niewielki…

Nie wielki. Ogromny. Słowa hymnu chóralnego, odśpiewanego po raz pierwszy 14 października 1976, przeczą współczesności. Sześćset nóg przemierza tygodniowo korytarze w siedzibie zespołu przy ulicy Młodzieżowej 6. Trzysta dziecięcych głosów śpiewa od poniedziałku do soboty na zajęciach: „Szczygiełków Małych”, „Średnich” oraz na próbach składu koncertującego. Męskie basy i tenory, słyszalne dwa razy w tygodniu, to nowość – zajęcia dla chłopców, którzy niepostrzeżenie zmężnieli głosowo, wprowadzono dziewięć lat temu (2001). Rodzice przywożący dzieci na zajęcia z innych miejscowości z trudem przyzwyczajają się do korytarzowej kakofonii. Jednoczesne brzdąkania na mandolinie, rzężenie skrzypiec, piski fletu, jęki wiolonczel zarzynanych niewprawną ręką i gamy wyśpiewywane w nieskończoność przez dzieci na zajęciach z emisji głosu obudziłyby umarłego, gdyby jeszcze żył. Po miesiącu ten muzyczny bigos powszednieje. Większość rodziców strzyże uszami, by wysłyszeć rzępolenia swojego cudownego dziecka bezlitośnie piłującego smykiem po pustych strunach skrzypiec czy wiolonczeli. Tylko patrzeć jak zacznie grać w Kameralnej Orkiestrze Smyczkowej. Jeśli nie, ma do wyboru zespół mandolinowy „O sole mio”, kwartet fletowy, zespół gitarowy. Gdyby skłaniał się w stronę muzyki rozrywkowej trafi na próbę Juniora. Jeśli zaś kocha w równym stopniu śpiew, taniec i grę na instrumencie może zdawać egzaminy do zespołu muzyki dawnej „Scholares Minores pro Musica Antiqua”. Różnorodność i wybór, od którego może zakręcić się w głowie.

Początki były zgoła odmienne.

wykonujemy_piosenke_francuskaPochodzę z Poniatowej i pamiętam jeszcze z czasów swego dzieciństwa, że nigdy w tym miasteczku nie było żadnego ośrodka kulturalnego dla dzieci. Pomyślałam więc, że tę rolę może pełnić szkoła. Prowadząc lekcje wychowania muzycznego miałam stały kontakt z dziećmi i wiedziałam, na co które stać. – mówiła w wywiadzie z roku 1979 założycielka zespołu pani Danusia Danielewicz. Dlaczego powrót do Poniatowej? – zastanawiał się „Świat Młodych”. Odpowiedź była banalna. Ukończyła studia muzyczne i … nie bardzo wiedziała, co ze sobą zrobić. Wakacje dobiegały końca. Rodzice namawiali, żeby wróciła do Poniatowej, gdzie odpocznie po studiach, a i ze znalezieniem pracy nie będzie kłopotów. Córka wyraziła zgodę, przyjechała do Poniatowej, napisała podanie do lubelskiego kuratorium, otrzymała pracę w Zbiorczej Szkole Gminnej. Równocześnie zaproponowano jej etat w szkole muzycznej w Lublinie. Zrezygnować z Lublina czy Poniatowej? Przez trzy lata nie mogła się zdecydować, pracowała w Lublinie i Poniatowej. Po czterech latach praca na dwóch etatach w miejscowościach oddalonych od siebie o pięćdziesiąt kilometrów stała się męcząca; (…) Komunikacja jest u nas fatalna, co odczuwam też na własnej skórze. Mieszkam i pracuję w Lublinie, gdzie w szkole muzycznej uczę gry na fortepianie. Na dojazd do Poniatowej tracę nieraz kilka godzin, zrezygnowałam więc z lekcji wychowania muzycznego w szkole zbiorczej i tylko prowadzę zespoły w ramach zajęć pozalekcyjnych. Zanim jednak zrezygnowała z zajęć muzyki w szkole w Poniatowej Prowadziła lekcje w młodszych klasach a jednocześnie założyła chór „Szczygiełki” – duży, ponad stuosobowy. Po dwóch latach wybrała z niego dwadzieścia dwoje najbardziej uzdolnionych dzieci i tak powstał drugi zespół, noszący łacińską nazwę „Scholares Minores pro Musica Antiqua”, co po polsku oznacza uczniów młodszych, wykonujących muzykę dawną.

Miarą działalności wszystkich zespołów są naturalnie koncerty. Każdy „Szczygieł” marzy, by wspiąć się na najwyższą gałąź chóralnego profesjonalizmu i móc zaprezentować swoje możliwości za granicą. O pierwszym wyjeździe zespołu wspomina kronika z 1977 r. Obok daty – 16. kwietnia – tłustym drukiem wykaligrafowano informację o PIERWSZYM WYJEŹDZIE ZESPOŁU poza granice Poniatowej. Z kolejnego zdania zespołowego Gala Anonima dowiadujemy się, że „Szczygiełki” wyjechały do oddalonego… dziesięć kilometrów Opola Lubelskiego, by wystąpić z okazji Dnia Transportowca w tamtejszej bazie PKS. Dzieci wykonały wówczas program złożony z dziewięciu piosenek, trwających trzydzieści minut. Z pierwszego wyjazdu wróciły bardzo zadowolone, ponieważ przed występem zostały poczęstowane ciastkami, cukierkami i herbatą, po koncercie zaś każde dziecko otrzymało pomarańczę.

Koncertowanie poza granicami Poniatowej w każdym niemal zakątku Polski, to wciąż najczęstsza forma estradowego „to be” zespołu. Wyjazdy zagraniczne, najbardziej spektakularne, pozostają wciąż w ariergardzie. Aby sprostać oczekiwaniom różnorodnych audytoriów zespół, na przestrzeni trzydziestu lat wypracował różnorodny repertuar, wiążący treść koncertu z uroczystością, którą oprawia w muzyczne ramy…

MUZYKA DLA MAS

Zaczęło się od koncertów dla lokalnych społeczności w czasach PRL-u. W maju 1977 na widowni zasiedli przedstawiciele mas pracujących. Przodownicy pracy – najlepsi z najlepszych. We wrześniu „Szczygiełki” zaśpiewały w remizie strażackiej w Poniatowej Wsi z okazji „Dnia Seniora”. W repertuarze zespołu, obok pieśni o promiennej nazwie „Słoneczko” nie zabrakło brzmiącego niczym przestroga szlagieru o wdzięcznym tytule „Upływa szybko życie”. Koncert podobał się zarówno bardom jak i widowni. Artyści żałowali tylko, że w sali było tak brudno i zimno.

wojewodzki_zlotCzwartego grudnia 1979 „Szczygiełki” wystąpiły gościnnie w klubie-kawiarni Domu Kultury w Poniatowej na imprezie „Szkoła zdrowia”. Kilka minut przed godziną osiemnastą na drewnianych zydlach Klubowej zasiedli właściciele zaproszeń wystosowanych przez Radę Kobiet wespół z Przychodnią Zakładową i Zakładowym Domem Kultury, które uprzejmie zapraszały na uroczystą wieczornicę zorganizowaną z okazji zakończenia Szkoły Zdrowia z zakresu „Higieny żywienia i szkodliwego działania alkoholu”. Przed koncertem Kierowniczka Zakładowego Domu Kultury p. Anna Wierzbińska zapraszała do zwiedzania wystawy amatorskiej twórczości naszego środowiska oraz wystawy „Polacy w Rewolucji Październikowej”5. Ośmiu finalistkom konkursu, wieńczącego cykl odczytów propagujących walkę z nikotyną czy mycie rąk po posiłku, wręczono m.in. robota kuchennego, żelazko, suszarkę do włosów, lampki choinkowe oraz garnek z teflonem i prodiż. Zaraz po artykułach gospodarstwa domowego wystąpiły „Szczygiełki” – zespół Zbiorczej Szkoły Gminnej prowadzony przez p. Danutę Danielewicz. (…)Po tych atrakcjach wszyscy z aplauzem przyjęli roznoszone przez kelnerki napoje miodowo-cytrynowe, którymi zaznaczył swój udział w tym wieczorze poniatowski oddział WSS-u włączający się jak zwykle czynnie w organizację wszystkich imprez na naszym terenie.

Wielokrotnie zespół odwdzięczał się swojemu „mecenasowi”, czyli poniatowskiej Powszechnej Spółdzielni Spożywców, która przez wiele lat troskliwie opiekowała się „Szczygiełkami”. W 1987 z okazji Jubileuszu 30-lecia PSS – Społem w Poniatowej w kinie „Czyn„. Wystąpił chór „Szczygiełki II” wręczając w imieniu wszystkich laurkę oraz pamiątkowy medal wyrzeźbiony przez Kazimierza Walencika. Dwa lat później „Scholares” wystąpił w Poniatowej w auli dla mieszkańców i PSS. Osobnym rozdziałem w peerelowskiej historii zespołu były koncerty dożynkowe. O tym, że „cały naród budował stolicę” wiedzieli wszyscy. Szczygiełki wiedziały i widziały znacznie więcej. Dzieci miały wielką uciechę, gdy kilka godzin przed galą dożynkową w Szamotułach w 1986 na stadionie wyrósł las i wypłynął pomysł sadzawki. „Scholaresy” miały wyraźne problemy z koncentracją i zamiast skupić się na granych podczas próby generalnej utworach co chwilę pokazywały sobie nawzajem panów zalesiających na gwałt murawę stadionu świeżo ściętymi (ku chwale komunistycznych notabli) w pobliskim lesie brzozami. Największą sensację wzbudziło jednak „zorganizowane” za pięć dwunasta oczko wodne. Dzieci były niepocieszone, gdy „ławica” karpi, wpuszczonych do wyłożonego folią dołu z wodą, godzinę przed koncertem zaczęła pływać do góry brzuchem. Na szczęście kilka minut przed rozpoczęciem uroczystości przybyła nowa dostawa świeżych ryb, które nie ośmieliły się pokazać brzuchów przed zakończeniem gali. Podczas dożynek w Wąbrzeźnie w 1987 „Szczygiełki” same miały okazję poczuć się jak ryba…bez wody. Siąpiący w czasie gali deszcz sprawił, że państwo Danielewiczowie odmówili używania instrumentów przez zespół. Dzieci bawiły się setnie grając na niewidzialnych instrumentach, których dźwięk za sprawą niezawodnego playbacku rozbrzmiewał na wypełnionym po brzegi widzami stadionie.

Wyraźną słabość do zespołu wykazywali przez lata lekarze. W 1987 „Scholares Minores” dał dwa koncerty w Brzegu podczas Europejskiego Sympozjum Neurochirurgów. Wspaniała atmosfera i oprawa koncertów, oraz elegancja uczestników, a także szarmancki w stylu rycerskim gest, obrzucenia wychodzących dziewcząt z zespołu kwiatami zapadły w pamięć „Scholaresów”. Rok później chór Szczygiełki koncertował z okazji Dnia Służby Zdrowia w Urzędzie Wojewódzkim w Lublinie z premierowym dla zespołu walcem „Nad pięknym modrym Dunajem” J. Straussa. W maju 1990 dziewięćdziesiąt osób z chóru „Szczygiełki” i zespołu „Scholares” uczestniczyło w koncercie z okazji otwarcia pomnika – Szpitala Matki Polki w Łodzi, który odbył się w Teatrze Wielkim dwudziestego szóstego maja o godz. 17.00. We wrześniu 2005 r. „Scholares”, jak na zespół DZIECIĘCY przystało, koncertował podczas czwartego Światowego Kongresu Lekarzy Pediatrów. Dzieci miały problem z odnalezieniem toalety – nikt z obsługi nie mówił po polsku, więc „to go to the toilet” musiały po angielsku. Zasiadające przez lata w fotelach na widowni medyczne specjalizacje śledziły sceniczne poczynania „Scholaresu” nierzadko wydając pokoncertowe diagnozy. Ortodonci troszczyli się o poprawę zespołowego zgryzu: „Ta dziewczynka niech przyjedzie, bo ma zły zgryz”. Entuzjaści muzyki dawnej z tytułem profesora ortopedii postawili na nogi szwankujący staw biodrowy pani Danusi. Pulmonolodzy, położnicy i perinatolodzy, czekając na swoje pięć minut, grzeją ławę rezerwowych

DYPLOMATYCZNA WIRTUOZERIA

szczygielki_na__pochodzie_1majaW czasach PRL-u zespół niejednokrotnie uczestniczył w pochodach pierwszomajowych. W 1977 „Szczygiełki” wykonały przed trybuną „Piosenkę o Poniatowej” i wręczyły lokalnemu partyjnemu sanhedrynowi goździki. – Kiedyś mieliśmy koncert z okazji Pierwszego Maja w Urzędzie wojewódzkim – wspomina pani Danusia. Na pierwszomajową akademię zabrali ze sobą przyjaciela z Anglii Johna MacFarlane”a. Nigdy nie był na pochodzie ludu pracującego i bardzo chciał go obejrzeć. Potem się okazało, że zrobiono z tego wielką aferę. Śledziło go SB, myśląc, że to agent jej królewskiej mości. Zabawnych sytuacji z władzami było więcej. Kiedy przed jedną z akademii sekretarz partii zażądał tekstów do cenzury, Danielewicz sprostował: ależ my śpiewamy Gaude Mater…
– Gałde nie gałde, a ocenzurować trzeba – zamknął dyskusję sekretarz.
W 1982 na pierwszomajowym koncercie repertuar zespołu zawierał prawie wyłącznie utwory sakralne, bo jak potem tłumaczyli szefowie zespołu jest to ich praca,a święto jest przede wszystkim świętem ludzi pracy8.

1Pierwszy maja 2004 zupełnie zmienił swoją twarz i przypudrował socjalistyczną czerwień pastelowym beżem europejskiej jedności. Robotnicze święto wypędzono kuchennymi drzwiami, otwierając jednocześnie podwoje Zamku Królewskiego entuzjastom Unii Europejskiej. Dwa i pół tysiąca gości śniadało w zamkowych ogrodach wespół z gospodarzem garden party – prezydentem Kwaśniewskim. W menu można było znaleźć zarówno coś (czyt.mnóstwo) dla ciała jaki ducha (czyt. ucha). W muzycznej karcie dań figurowały trzy potrawy. Na zaostrzenie apetytu podano Orkiestrę Symfoniczną i Chór Filharmonii Narodowej, daniem głównym było przedstawienie teatralne „Soplicowo”. Na deser serwowano koncert „Scholares Minores”.

7W roku 1990, podczas kolędowania zespól zebrał 260 tys. zł, które przekazał na ręce Funduszu Tadeusza Mazowieckiego „Artyści dla Rzeczpospolitej”. W maju 2000 w Domu Muzyki w Kraczewicach, na bankiecie wydanym na cześć Lecha Wałęsy, tuż po koncercie „Scholares Minores” można było w towarzystwie byłego prezydenta skosztować m.in. galantyny z kurczaka, sałatki śledziowej, naleśników z kapustą i grzybami, czy jajka z kawiorem. W grudniu występy „Scholaresu” oklaskiwała Jolanta Kwaśniewska. W październiku 2002 pan Witek ze słowami „Ja też z Łodzi” zwrócił się do oglądającego koncert Leszka Millera.

Komuniści, opozycjoniści, konformiści?

Odpowiedzi na to pytanie należy szukać w wywiadzie telewizyjnym udzielonym na żywo w 1982 r. dziennikarzowi BBC przez pana Danielewicza, który na pytanie:

– Co sądzi pan o generale Jaruzelskim? odpowiedział:

– Osobiście nie znam, ale na oko przystojny.

I wyjaśnił kwestię raz na zawsze: JESTEM MUZYKIEM, NIE POLITYKIEM.

ROZŚPIEWANA AMBASADA

Sala Koncertowa Pałacu w Kraczewicach. Północne okno z bordowymi kotarami, obok trójnogi szpinet. Nad nim półka. Na półce mosiężny posąg mężczyzny rozwijającego skrzydła do lotu. Na postumencie rzeźbionej statuetki grawerowana informacja: honorowy tytuł AMBASADOR WOJEWÓDZTWA LUBELSKIEGO 2004 za szczególne osiągnięcia w promocji Lubelszczyzny w kraju i za granicą. Zanim w 2005 zespół otrzymał „listy uwierzytelniające”, jak na ambasadora przystało, przez szereg lat uprawiał dyplomatyczną partyzantkę. Na „legalizację” czekał ładnych parę lat. W drużynie reprezentacji występował za granicą nieprzerwanie od roku 1979. Wkrótce wizyty ambasadorów i przedstawicieli rządów innych państw w Kraczewicach na stałe zagościły w kalendarzu zespołu. „Dzieci z Poniatowej” wielokrotnie występowały dla reprezentacji rządowych ze Szwecji, Niemiec, Holandii czy Stanów Zjednoczonych. Najsłodszą z delegacji odwiedzających pałac w Kraczewicach okazała się grupa dyplomatów z Francji. Zachwyceni koncertem goście nie skąpili oklasków. Zwykle spotkania tego rodzaju kończyły się owacjami, ale nie tym razem. Dwa tygodnie po występie, w połowie stycznia 2003 na adres „Szczygiełków” pocztą lotniczą (gołębie pocztowe oddano akurat do serwisu) przyfrunęła paczka słodyczy wprost z Francji. Wśród mnóstwa francuskich wetów zabrakło czekoladowego ambasadora. Dzieci z zespołu zadowoliły się więc muzycznym smakiem żywych dyplomatów, który poznały znacznie wcześniej. Jeszcze w roku 1984 „Scholares” dał koncert w ambasadzie RFN dla tamtejszych pracowników. Niebawem role się odwróciły. W 1996, w ramach wycieczki zakładowej w kraczewickim pałacu zjawiła się grupa pracowników niemieckiej ambasady, której przewodził sekretarz z… kanką pod pachą. W programie poza koncertem „Scholares” przewidziano również m.in. przyspieszony kurs koszenia kosą, czy dojenia krowy. Pan sekretarz, podczas lektury programu imprezy, rozmarzył się przy haśle „robienie masła” i wróciwszy wspomnieniami do dzieciństwa, którego smak kojarzył z wyrabianą przez babcię maślanką, postanowił nauczyć się owej, tak niesłusznie zaniedbanej przez służby dyplomatyczne, ceremonii. Zawiódł się potwornie, gdy okazało się, że kupiona w sklepie śmietana ani myślała przerobić się na masło. Pracownicy pałacu do dziś rumienią się na myśl śmietankowej wpadki.

Dwa lata po wizycie Niemców do drzwi pałacu zapukał z kolei ambasador Mołdawii9. Było to już
drugie spotkanie dostojnika z zespołem. Pierwsze kojarzyło się nienajlepiej obu stronom… „Szczygiełki” hasło „Mołdawia” wiązały z zimnem kazimierskiej fary, przedłużającym się oczekiwaniem
na mołdawskich dyplomatów i koncertem odchudzonym z kilkunastu utworów do dwóch…. z powodu półtoragodzinnego spóźnienia prezydentowej Mołdawii10. Gorzki smak tamtego spotkania zatarła listopadowa wizyta ambasadora Mołdawii w pałacu, który, przeprosiwszy za niefortunne wydarzenie, w ramach przeprosin ofiarował dzieciom w imieniu żony prezydenta dwa torty.

W roku dwutysięcznym „Scholares” potraktował dostojników hurtowo i wystąpił przed pięćdziesięcioma jeden ambasadorami na Zamku w Lublinie. Ostatnie spotkanie zespołu z przedstawicielem ambasady odbyło się w 2004. Do secesyjnego pałacu w Kraczewicach przybył wówczas ambasador Meksyku11. Zaciekawiony opowieściami o koncertach zespołu w jego kraju (na których nie był) postanowił sprawdzić poziom artystyczny „Scholaresów” osobiście. Przybył, zobaczył i …Kolejne spotkanie z meksykańskim dyplomatą, w świetle gwiazdy betlejemskiej i przy wtórze kolęd odbędzie się szesnastego grudnia 2005. Muzyczne ambasadorowanie to nie tylko koncerty w ambasadach, czy podejmowanie dyplomatów u siebie. To także podpisywanie umów partnerskich. Wprawdzie zespół nigdy nie parafował żadnej z nich, ale stał się zarodkiem umów o partnerstwie miast12, co w 1993, na chwilę przed podpisaniem umowy z Poniatową, podkreślał burmistrz Berlina, Herbert Weber.

Dzięki licznym wizytom zespołu w austriackim Gross-Siegharts, zainicjowanym przez wychowanka pani Danielewicz – Krzysztofa Brzezińskiego, poniatowscy notable zadzierzgnęli przyjaźń z władzami austriackimi. Owocem tego związku okazał się kontrakt „małżeński”, zwany umową partnerską, podpisany przez obie strony w czerwcu 2001.

AD MAIOREM DEI GLORIAM

W 1979 roku z okazji położenia kamienia węgielnego pod planowany kościół, ktoś pod nieobecność małżeństwa wymyślił mały występ dzieci. Awantura jednak spotkała pana Witolda. Nasłuchał się wtedy impertynencji, nie pozostał dłużny. Niewiele brakowało, by władza przekreśliła cały dorobek Danielewiczów. Mimo pretensji partyjnych bossów rok później, w październiku zespół śpiewał podczas poświęcenia budowy nowego kościoła w Poniatowej. Siedemnastego lipca dwadzieścia jeden lat później (2002) nawet wyjazd do Portugalii nie przeszkodził „Szczygiełkom” zaśpiewać podczas konsekracji. Przesunęły wyjazd z szóstej na dwudziestą pierwszą, by stu dwudziestoosobowy chór z towarzyszeniem orkiestry mógł zaśpiewać m.in. „Alleluja” Mozarta. Siedem muzycznych kompozycji przeplatało niezwykle złożoną ceremonię konsekracji, trwającej tak długo, że nawet najwytrwalszych zabolały nogi.

kamien_wegielnyNie mieliśmy szczęścia i nigdy nie zaśpiewaliśmy Ojcu św. W Watykanie – mówi pani Danusia.
Nie udało się wyjechać do Włoch, zawsze coś stawało na drodze – jak w na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy wraz z delegacją EDY jechali do Warszawy na rozmowy o przyszłej podróży zespołu do Italii. Prowadzący zakładową nyskę kierowca, wyjeżdżając z Poniatowej, zignorował krzyż św. Andrzeja i nie zatrzymał przed wjazdem na tory. Samochód zaczął się turlać.
–Poczułam tylko, że Witek wziął mnie za rękę i usłyszałam jak mówi „No to koniec” – wspomina pani Danusia. Dzięki Bogu nikomu nic się nie stało.

W „Kurierze Bolońskim” z datą TRZYNASTEGO lutego 2003 donoszono, że do Bolonii [na czterdzieste Międzynarodowe Targi Książki Dziecięcej – przyp. red.] ma pojechać zespół „Scholares Minores pro Musica Antiqua” z Poniatowej. Mający trwać trzy dni książkowy kiermasz zaplanowano na początek kwietnia. I znowu na drodze do Włoch stanęło nieszczęście. Tym razem o światowym zasięgu – wybuchła wojna w Iraku. Targi odwołano. Ale zaśpiewali Janowi Pawłowi II w Lublinie, w 1987 podczas jego trzeciej pielgrzymki do Polski. Sto trzydzieścioro pięcioro dzieci zaśpiewało mu „Moją Piosnkę” C.K. Norwida do muzyki Józefa Świdra. Mimo niezliczonej ilości występów w świątyniach innych państw koncert „Scholaresu” w październiku 1989 nazwano w rodzinnej Poniatowej czarną niedzielą. Wśród miejscowych znaleźli się ludzie oburzeni występem dzieci „fikających nogami” w kościele. Rok później zespół otrzymał nagrodę im. Brata Alberta za długoletnią popularyzację pieśni i muzyki sakralnej w Polsce i za granicą. W 2003 w auli miejscowego gimnazjum „Szczygiełki” śpiewająco uczciły dwudziestopięciolecie papieskiego pontyfikatu. „Czerwony pas” zaśpiewaliśmy wspólnie z Janem Pawłem II (od czego są nagrania!). Płytę z pięknym śpiewem papieża otrzymaliśmy od przyjaciół z USA już w 1979.

2Zespół niejednokrotnie przekraczał progi świątyń innych wyznań. Meczet w Ankarze, buddyjska pagoda w Australii, protestanckie kościoły Anglii i Niemiec,czy podwoje Polskiego Kościoła Narodowego zawsze stały dla nich otworem. Piętnastego września 1998 roku o godzinie dwunastej rozległo się na Majdanku bicie dzwonu. Śmierć więźniów obozu koncentracyjnego „Szczygiełki”, z towarzyszeniem orkiestry kameralnej, uczciły „Żalem” Chopina i pieśnią Mozarta „Ave verum corpus”. Hymn Izraela, wykonany przez zespół, zabrzmiał czwartego listopada 2005 w sześćdziesiątą drugą rocznicę likwidacji hitlerowskiego obozu pracy w Poniatowej na terenach byłego obozu.

MUZYKA DLA MASS-MEDIÓW

kozlowkaRomans zespołu z X muzą zaczął się w latach osiemdziesiątych.
W niedzielę, pierwszego czerwca o godzinie szóstej po południu w programie drugim telewizja pokazała jedno z najładniejszych widowisk-donosił na łamach „Kultury” Aleksander Małachowski. Był to program zatytułowany enigmatycznie „Stereo i w kolorze”, zaś w nim dwie pozycje: jedna bardzo nieudana, więc lepiej o niej zamilczę i druga, ta właśnie wspaniała, czyli występ zespołu dziecięcego nazwanego Cantores Minores… Scholarum… z Poniatowej. Kręcę z tytułem, ale to nieistotne, po co wymyślili taki skomplikowany?
Dalej ochy i achy nad urokiem dzieci z Poniatowej. „W kolejnym odcinku” Małachowski śmiało sobie poczyna. Zapala się do projektu filmu, który już „reżyseruje” w imieniu Grzegorza Lasoty. Plenery planuje w Baranowiczach, Krasiczynie, albo wręcz na Wawelu. Podpuszcza pana na wawelskim wzgórzu, dyrektora Szablowskiego i komitet restaurujący zabytki miasta, żeby coś takiego zamówił sam z siebie i sprowokował telewizję lub Film Polski do działań. Tylko Boże uchowaj od jakiegoś zwiedzania! Dzieci mają się bawić w muzykę, a nie ziewać podczas zwiedzania – grozi palcem przyszłym realizatorom. Poskutkowało. Trzy lata później „Sztandar Ludu” donosił, że Znany dziecięcy zespół muzyki dawnej „Scholares Minores pro Musica Antiqua” gościł ostatnio w Kozłówce, gdzie w pięknej pałacowej scenerii kręcono kilkuminutowy film o zespole. Filmy robione są przez Studio Miniatur Filmowych w Warszawie z przeznaczeniem dla ośrodków kultury polskiej za granicą. Reżyseruje Wojciech Karpiński . Efekty tej pracy mogli obejrzeć pasażerowie Stefana Batorego w drodze do USA oraz bywalcy polskich ambasad w świecie.

W marcu 1984 Szczygiełki nagrały czołówkę do programu dla dzieci „5,10,15″ oraz kilka słoniówek. O dzieciach z Poniatowej zrobiło się głośno. Jesienią tego roku telewizja nagrała „Wycieczkę do Wilanowa”. Kręcono na raty. Sceną początkową miał być przyjazd zespołu z miesięcznej podróży do Hiszpanii. Powitanie, w TAJEMNICY przed dziećmi i rodzicami miała kręcić telewizja. Autobus ze „Scholaresami” zatrzymał się kilkanaście metrów od przystanku, na którym oczekiwali rodzice. Napięcie rosło. Dlaczego dzieci nie wysiadają? – denerwowali się stęsknieni rodzice. Telewizji ani widu, ani słychu. Po kilkunastu minutach autobus wjechał na przystanek. Radość rodziców na widok wysiadających z autobusu pociech nagrano…. pół godziny później. Autobus ponownie zapakowano bagażami i dziećmi. Powitanie okazało się najmniej spontaniczną częścią filmu.
Dwa lata później w 1986 zespół „Scholares Minores” nagrywał program dla telewizji bułgarskiej w siedzibie zespołu na Młodzieżowej. Państwo Danielewiczowie rozmawiali również pod koniec tego roku przedstawicielami TV Katowice. Rozmowy okazały się niezwykle owocne – rok później, w styczniu 1987 nagrano dwa programy z udziałem „Scholares”. – Nie ucz się, nie będzie pytać. Ma być jakiś film – cieszył się przed lekcjami historii i polskiego niejeden uczeń. Tym jakimś filmem był właśnie program katowickiej telewizji ilustrujący kulturę europejskiego średniowiecza i renesansu. W 1994 „Scholares” przez dziesięć godzin marzł we wnętrzach kozłowieckiego pałacu i nieogrzewanej kaplicy, by nagrać kolędy. Podczas nagrań bywało nerwowo. W roku 1982 telewizja warszawska zaprosiła zespół na nagrania kolęd i pastorałek. Ano pojechali. Przez 3 dni ustawicznych niedomagań technicznych (mikrofony, światło itd.), artystycznych (nieporozumienia w dobieranej ad hoc orkiestrze) i innych kłopotach [zespołu, który nagrywał do tego samego programu przed „Scholaresem” – przyp. red.] mieli właściwie tylko 2 godziny do nagrania. Mimo starań zespołowi nie udało się wydać warszawskich nagrań na kasecie video. Zespołowi nie, ale firmie „Contal International Ltd.”, a i owszem. W 1987r. przypadkowo odwiedził pana Danielewicza znajomy z USA i przywiózł kasetę (właśnie ich warszawskie nagranie), ale już wydaną przez firmę ITI, zatem bez żadnych praw autorskich.

ooZ biegiem lat i wzrostem popularności zespołu zainteresowanie mediów… malało. Do roku 1990 telewizja nakręciła około osiemdziesięciu programów z udziałem zespołów. W kolejnych pięciu latach (1995–2000) było ich „aż” dziewięć. Na palcach jednej ręki można policzyć ilość programów nagranych w ciągu czterech ostatnich lat (2001–2005). Było ich pięć. Dwa pierwsze z cyklu „Szept prowincjonalny” Jana Wołka nakręcono w 2003 i 2004 roku. „Kolędy świata” nagrano w 2003, pomimo dużych problemów finansowych. Był jeszcze reportaż z koncertu w Filharmonii Narodowej zatytułowany „Muzyka pod choinkę” i wreszcie program z obchodów jubileuszu trzydziestolecia zespołu o…… misiach kolekcjonowanych przez Państwa Danielewiczów.

DZIECI DZIECIOM

Zespół dziecięcy nie może zapomnieć o innych dzieciach. I nie zapomina. W kronikach zespołowych można odnaleźć m.in. list pracownicy lubelskiego domu dziecka:

Sz.P. Danusiu i Witoldzie!
W ciągłej nadziei, że Państwo zaszczycicie swoją obecnością i kunsztem programu naszą Wigilię 1994 jeszcze raz wznawiam gorącą prośbę w imieniu Dyrekcji Domu Dziecka jak i własnym. Uroczystość przewidziana jest na sobotę 17 XII 94.

Na ulicę Pogodną, przy której stał ów dom dziecka siedemnastego grudnia o godzinie 18.00 spadła gwiazdka z nieba. Betlejemska. Podczas półgodzinnego koncertu kolędowego dzieci lubelskie i poniatowskie śpiewały wspólnie kolędy i łamały się opłatkiem. Zespół koncertował również niejednokrotnie dla dzieci specjalnej troski. W grudniu 1983 gościł w Domu Dziecka w Rudniku, w 1992 śpiewał dla dzieci niepełnosprawnych w Świdniku. Sześć lat później „Scholares Minores” występował w poniatowskim Zakładowym Domu Kultury, by wesprzeć swoich rówieśników.

Tradycję koncertów charytatywnych „Szczygiełki” kontynuują również w 2004, gdy cały dochód z koncertu oraz połowę pieniędzy ze sprzedaży kaset przekazują na Dom Dziecka w Puławach. We wrześniu 2005 śpiewają dla wychowanków domu pomocy społecznej w Matczynie. Chórzyści mieli szczęście wystąpić w grudniu 1989 na koncercie organizowanym przez UNICEF, z którego dochód przeznaczono dla dzieci armeńskich – ofiar trzęsienia ziemi. W sierpniu 1997 do kraczewickiego Domu Muzyki przybyła dwunastoosobowa grupa powodzian, uczniów szkoły Muzycznej im.Fryderyka Chopina [z Opola Śląskiego – przyp. red.].

– Wystąpiliśmy do wojewody lubelskiego – mówi Witold Danielewicz – z inicjatywą przyjęcia dzieci powodzian na kilka dni wakacji. Chcieliśmy, aby były to dzieci mające wcześniej kontakt z muzyką. Łatwiej wówczas o wspólny język i program pobytu zgodny z zainteresowaniami. Dzieci chodziły na basen, zwiedzały Kazimierz, pływając statkiem wycieczkowym po Wiśle i naturalnie ćwiczyły z orkiestrą zespołową „KOS” utwory, które zaprezentowały podczas niedzielnej mszy w kraczewickim kościółku.

Fragment pochodzi z książki „Pięciolinia życia”, autorstwa Małgorzaty Mokrzysz